Opinia rzecznika generalnego w sprawie skargi Polski wobec dyrektywy o prawie autorskim. Analiza ZAPA
ZAPA / Kinga Szelenbaum, radca prawny w SFP-ZAPA   30.07.2021

15 lipca 2021 na stronach unijnego Trybunału opublikowano długo oczekiwaną opinię duńskiego rzecznika generalnego Henrika Saugmandsgaarda Øe w sprawie C-401/19. Rzecznik przedstawił swoje stanowisko w ramach postępowania zainicjowanego przez rząd Polski, który jako strona skarżąca podniósł, że artykuł 17 ust. 4 lit. b i c dyrektywy 790/2019 w sprawie praw autorskich na jednolitym rynku cyfrowym wprowadza obowiązek filtrowania treści, co prowadzi do ograniczenia prawa do wolności wypowiedzi i informacji. Opinia nie pozostawia wątpliwości co do braku podstaw skargi rządu Rzeczypospolitej Polski.

Zobacz również

Rzecznik generalny zaproponował Trybunałowi, aby orzekł, że art. 17 dyrektywy 2019/790 zawiera wystarczające gwarancje, aby zapewnić równowagę pomiędzy ochroną praw własności intelektualnej a prawem do wolności wypowiedzi i informacji. Nie jest zatem uzasadnione uznanie tych przepisów za nieważne.


Polska przeciwko Parlamentowi i Radzie
Słowem wstępu warto w kilku słowach przypomnieć, co stanowiło źródło wydania opinii przez duńskiego sędziego. W czerwcu 2019 r. Parlament Europejski przyjął dyrektywę 2019/790 w sprawie prawa autorskiego i praw pokrewnych na jednolitym rynku cyfrowym. Dyrektywa ma na celu unowocześnienie unijnych przepisów dotyczących praw autorskich oraz stworzenie przejrzystych reguł dotyczących korzystania z utworów w środowisku cyfrowym. Jednym ze środków do realizacji tych założeń jest jednoznaczne przesądzenie (w art. 17 ust. 1 dyrektywy) o odpowiedzialności serwisów internetowych za treści zamieszczane przez ich użytkowników. Z tej odpowiedzialności mogą zwolnić się wyłącznie Ci dostawcy, którzy wykażą, że dołożyli wszelkich starań, aby zapewnić brak dostępu do poszczególnych treści chronionych, a także zapobiec ich przyszłemu zamieszczaniu (art. 17 ust. 4 lit. b) i c) dyrektywy).


Polska do tej pory nie implementowała unijnych postanowień do krajowego porządku prawnego, choć termin na ich wdrożenie minął 7 czerwca 2021 r. Rząd RP stanął zamiast tego na stanowisku, że przepisy nakładające na serwisy internetowe obowiązek dołożenia wszelkich starań w celu uniemożliwienia dostępu do utworów bez zgody właścicieli praw, zagraża wolności w internecie i jest sprzeczny z podstawowymi wartościami UE dotyczącymi wolności słowa, idei i swobody twórczej. Rzeczpospolita zaskarżyła zatem wskazane przepisy do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej i wniosła o stwierdzenie nieważności ww. przepisów.


Elementem większości postępowań skargowych przed unijnym Trybunałem jest przedstawienie opinii przez rzecznika generalnego, w której dokonuje analizy sporu, w szczególności jego kwestii prawnych, oraz w sposób całkowicie niezależny proponuje Trybunałowi właściwe, w jego przekonaniu, rozwiązanie przedstawionego problemu. Opinie rzeczników nie są wiążące dla sędziów Trybunału ani dla sądów krajowych, jednak bardzo często są one uwzględniane w wydawanych orzeczeniach.


Analizę przedstawioną przez rzecznika Henrika Saugmandsgaarda Øe w polskiej sprawie cechuje wysoki poziom szczegółowości, a także kompleksowa wykładnia przepisów dyrektywy.. Sprowadzenie tych rozważań wyłącznie do wniosku końcowego, niesie za sobą ryzyko pominięcia wielu istotnych kwestii, niezbędnych dla zrozumienia mechanizmów obrotu treściami w środowisku cyfrowym. Choć nie wszystkie refleksje przedstawione w opinii spotkają się zapewne z aprobatą środowisk kreatywnych, to stanowią punkt wyjścia określenia ram odpowiedzialności podmiotów udostępniających treści online


Filtrowanie treści to nie cenzura
Masowe korzystanie z treści objętych ochroną prawa autorskiego stanowi znak naszych czasów. Bez wprowadzenia narzędzi ich automatycznego filtrowania, dostawcy usług internetowych nie byliby w stanie weryfikować, czy wśród  udostępnianych przez ich użytkowników materiałów nie pojawiają się takie, które naruszają prawo. Narzędzia automatycznego rozpoznawania treści są już standardem w sektorze usług cyfrowych, a ich stosowanie  umożliwia realną ochronę praw twórców. Jednak prawodawstwo unijne przewiduje wyłącznie obowiązek wprowadzenia procedury „notice and takedown”, zgodnie z którą operator dopiero po zgłoszeniu naruszenia musi usunąć treść, które ktoś bezprawnie zamieścił. Dopóki zatem nie otrzyma na ten temat wiarygodnej informacji, nie grozi mu żadna odpowiedzialność. Nie ulega jednak wątpliwości, że zaprojektowane ponad dwie dekady temu przepisy miały odpowiadać zupełnie odmiennym potrzebom i problemom niż te, z którymi mierzymy się obecnie. W ostatnich latach giganci internetowi zdominowali rynek mediów oraz upowszechnili swoje modele biznesowe oparte na korzystaniu z cudzych treści, uchylając się od wprowadzenia jakiegokolwiek nadzoru nad tymi treściami.


Opinia rzecznika Øe wyraźnie przesądza, że na gruncie przepisów dyrektywy, dostawcy usług online muszą w dużej liczbie przypadków wprowadzić narzędzia automatycznego rozpoznawania, aby móc filtrować treści zamieszczane przez użytkowników, a w razie potrzeby także blokować niektóre z nich jeszcze przed ich zamieszczeniem. Trudno sobie bowiem wyobrazić, za pomocą jakich innych środków dostawcy ci mogliby rozsądnie „zapewnić brak dostępu” do bezprawnie zamieszczonych utworów i „zapobiec ich przyszłemu zamieszczaniu”, a co za tym idzie zrealizować cele przyjęte w dyrektywie.


Rzecznik przyznał, że filtrowanie treści w niektórych przypadkach rzeczywiście może skutkować ingerencją w wolność wypowiedzi użytkowników internetu. Jednak wolność ta nie jest uprawnieniem bezwzględnym. Ograniczenia w korzystaniu z niej są dopuszczalne pod warunkiem, że po pierwsze, są „przewidziane ustawą”, po drugie, szanują „istotę” tej wolności, i po trzecie, są zgodne z „zasadą proporcjonalności”. Wszystkie te przesłanki znajdują swoje odzwierciedlenie w przepisach dyrektywy. Najwięcej uwagi w opinii poświecono jednak rozważaniom na temat ostatniej z przesłanek, która wprowadza konieczność zachowania odpowiedniej równowagi pomiędzy prawami podstawowymi.


Właściwa równowaga pomiędzy prawami podstawowymi
W celu zachowania właściwych proporcji pomiędzy prawem do wolności wypowiedzi a prawami własności intelektualnej, prawodawca unijny ustanowił szereg gwarancji, mających zminimalizować ryzyko ograniczenia wolności wypowiedzi poprzez nadmierne blokowanie treści. Rzecznik generalny podkreślił, że zaskarżone przepisy są nierozerwalnie związane z dalszymi ustępami tego artykułu (art. 17 ust. 5, 7, 8 i 9). Ustępy te ustanawiają jasne i precyzyjne reguły określające zakres i sposób stosowania środków, które powinny zostać wdrożone przez dostawców usług internetowych. Chronią one także użytkowników usług udostępnianych treści przed nadmiernym ich blokowaniem. “Właściwa równowaga” w dyrektywie została więc zachowana.


Oprócz nałożenia na usługodawców online obowiązku wprowadzenia narzędzi automatycznego filtrowania treści i ich ewentualnego blokowania, przepisy nakazują również zapewnienie użytkownikom możliwości korzystania z utworów w ramach dozwolonego użytku. W szczególności dotyczy to cytowania, krytyki, recenzowania, korzystania do celów karykatury, parodii lub pastiszu. Dodatkowo, rozwiązania zakładają, że w przypadku sporów dotyczących zasadności zablokowania dostępu lub usunięcia utworów, dostawcy usług udostępniania treści online muszą wprowadzić skuteczny i sprawny mechanizm składania skarg i dochodzenia roszczeń. Wreszcie precyzują też, że dyrektywa nie wywołuje skutku w postaci ogólnego obowiązku w zakresie nadzoru.


Na pełną aprobatę zasługuje twierdzenie rzecznika, że wprowadzenie narzędzi automatycznego filtrowania treści i blokowania dostępu do tych umieszczonych niezgodnie z prawem nie narusza swobody wypowiedzi i kreacji w internecie. Pewne zastrzeżenia należy jednak wyrazić w stosunku do technicznych aspektów mechanizmów usuwania treści zaproponowanych w opinii.


Rzecznik Øe uznał, że to prawo użytkowników do korzystania z wyjątków powinno było być wzięte pod uwagę ex ante, tj. w ramach samego procesu filtrowania platformy online powinny sprawdzać, czy prawa internautów nie są naruszane. Działania usługodawców powinny również ograniczać się do blokowania informacji, których bezprawny charakter „nasuwa się od razu”, to znaczy w sposób oczywisty, bez konieczności rozważania ich kontekstu. Usługodawca może być zobowiązany do wykrycia i zablokowania wyłączenie identycznych oraz analogicznych kopii „oczywiście bezprawnego” pliku. Natomiast we wszystkich niejednoznacznych sytuacjach, w których zastosowanie wyjątków i ograniczeń dotyczących prawa autorskiego byłoby racjonalnie wyobrażalne, dane treści nie mogą być przedmiotem środka blokowania prewencyjnego.


Ocena mechanizmów usuwania treści
Niestety, zaaprobowane przez rzecznika mechanizmy usuwania treści mogą w praktyce mieć niewielkie znaczenie, jeżeli będą ograniczone wyłącznie do “oczywiście bezprawnych” sytuacji. Skala naruszeń dokonywanych za pośrednictwem platform internetowych ma charakter masowy, a koszt monitoringu wyspecjalizowanych firm najczęściej przekracza możliwości finansowe indywidualnych twórców i producentów. Rzecznik wskazuje, że w przypadku, gdy niezgodność z prawem nie jest oczywista, a rozpatrywana treść porusza złożone kwestie prawne, konieczna jest interwencja sądu. Niestety procedury sądowe są zwykle bardzo czasochłonne i wymagają odpowiedniego zaplecza prawnego i organizacyjnego po stronie uprawnionych. Sytuacja twórców krajowych jest dodatkowo utrudniona ze względu na brak implementacji do prawa polskiego art. 8 ust. 3 dyrektywy 2001/29 w sprawie harmonizacji niektórych aspektów praw autorskich i pokrewnych w społeczeństwie informacyjnym, wprowadzającego możliwość wnioskowania o wydanie nakazu przeciwko pośrednikom, których usługi są wykorzystywane przez stronę trzecią w celu naruszenia praw autorskich lub pokrewnych.


Niewątpliwie bardziej satysfakcjonującym mechanizmem zmierzającym do zapewnienia „właściwej równowagi” pomiędzy wchodzącymi w grę prawami i interesami byłaby uprzednia kontrola  wykorzystania utworów i zablokowanie wskazanych przez podmioty uprawnione treści przed ich zamieszczeniem. W praktyce bowiem niezwykle rzadko dochodzi do bezzasadnego usunięcia treści chronionych prawem, za to treści eksploatowane są bez zgody ich autorów na skalę masową. Dodatkowo, usunięcie niektórych treści dopiero po dłuższym czasie od momentu udostępnienia może spowodować całkowitą utratę ich wartości gospodarczej (np. w przypadku przedpremierowych pokazów filmów, muzyki lub prezentacji najważniejszych momentów niedawnych relacji z wydarzeń sportowych). W modelu tym, użytkownik byłby oczywiście upoważniony do złożenia skargi, w ramach której mógłby dowodzić, że korzysta z tych utworów zgodnie z prawem, na przykład w ramach wyjątku lub ograniczenia. Przy założeniu, że skarga byłaby zasadna treść, o której mowa zostałaby udostępniona online po jej zbadaniu.


Opinię rzecznika Øe należy przyjąć z zadowoleniem. Eliminuje ona bowiem wszelkie wątpliwości dotyczące konieczności implementacji do systemów krajowych nowych zasad odpowiedzialności pośredników internetowych. Podważa również pogląd, że internet jest miejscem, w którym bez ograniczeń można korzystać z cudzej własności i przejawów działalności twórczej, a wszelkie obowiązki związane z kontrolą nad obrotem treściami spoczywają wyłącznie na uprawnionych. Zgadzając się zatem co do istoty z opinią, z ostrożnością należy podejść do tego, co zostało w niej uznane za „właściwą równowagę” pomiędzy prawami twórców a wolnością internautów. Działalność usługodawców online z gruntu opiera się bowiem na korzystaniu z treści chronionych i to dzięki nim portale internetowe cieszą tak ogromną popularnością i notują rekordowe zyski. Zatem prawa podmiotów dostarczających tym usługodawcom treści powinny być przestrzegane ze szczególną starannością. Tymczasem wciąż istnieje ryzyko, że prawo unijne, mimo zapowiedzi, nie będzie gwarantowało twórcom odpowiednich mechanizmów ochronnych. Należy jednak mieć nadzieję, że wyrok Trybunału dodatkowo wzmocni pozycję twórców i pozwoli państwom członkowskim na implementację dyrektywy zgodną z jej zasadniczymi celami. 



Scroll